Wiele osób przychodzących na masaż przynosi ze sobą pytania daleko odbiegające od kwestii samego ciała. Poszukują doświadczenia duchowego, drogi dojścia do samych siebie, zmiany. Podczas pracy z ciałem jest możliwe uzyskanie tego na pewnym poziomie, dzięki istnieniu zakończeń nerwowych, kanałów energetycznych i aury. Ta praca przynosi ulgę i uczy klienta czucia własnego ciała, co jest niezwykle ważnym stopniem w kontakcie ze sobą. Bywa również na odwrót, kiedy klient podświadomie wcale nie chce się rozluźnić i bez pracy z emocjami masaż zamienia się w syzyfową pracę.
Założeniem masażu jest to, że przyjmujemy czyjąś troskę popartą umiejętnościami i pozwalamy, żeby ktoś „naprawiał” nasze ciało - na tyle, na ile to jest możliwe. To już bardzo dużo. Kolejnym, a nieraz równoległym krokiem jest świadoma podróż wgłąb siebie. Jeśli ktoś jest samodzielny, może zacząć ćwiczyć lub medytować. Jednak przy trudnych problemach emocjonalnych potrzebujemy czyjejś pomocy.
W ciągu wielu lat własnych poszukiwań uczyłam się różnych sposobów pracy z emocjami i energią (co bezpośrednio się ze sobą łączy). Na sesjach terapeutycznych spotkałam osoby, które są dręczone przez lęk przed własnymi wypartymi uczuciami i spowodowaną tym depresję, agresję i inne formy cierpienia. Widziałam jak izolują się od własnych uczuć a jednocześnie jak podświadomie tęsknią za tym, żeby się z nimi spotkać. Mowa tu o aspektach/odcieniach własnej duszy, których w innym momencie naszego bycia na ziemi (w obecnym lub innym wcieleniu) nie byliśmy w stanie unieść z różnych powodów, np. dlatego że byliśmy dziećmi zależnymi od rodziców, walczyliśmy o przetrwanie lub po prostu były zupełnie inne czasy i zasady społeczne. Więc zostały wyparte i zabarykadowane pewnikami takimi jak: „to jest niebezpieczne”, „tak postępować to świństwo”, „to nie dla mnie”. I mimo że w międzyczasie zmieniły się warunki zewnętrzne, podświadoma matryca przekonań nie pozwala nam żyć w pełni. Co ciekawe, wypieramy zarówno „negatywne” jak i „pozytywne” uczucia.
Kilka słów o reinkarnacji. Inkarnacja oznacza zamanifestowanie się duszy w materialnym świecie. Ponieważ wierzy się, że dusza pojawia się na świecie wielokrotnie w różnych wcieleniach, stąd re-inkarnacja, czyli powtórne odrodzenie. Według nauczycielki regresji Antje Krug większość z nas inkarnuje właśnie po to, żeby doświadczać dualności tego świata – zarówno jego tzw. dobrych jak i tzw. złych stron. Te kontrasty możemy przeżywać tylko tutaj, ponieważ z wyższej perspektywy stają się one jednością. W tradycji buddyjskiej mówi się, że ostatecznym celem tej podróży jest oświecenie i że jest wiele już oświeconych istot, które przychodzą na ten świat tylko po to, żeby pomagać innym.
Czym jest regresja i do czego może być przydatna? To niezwykle silne narzędzie, umożliwiające świadome przeniesienie do momentu, kiedy przegapiliśmy coś ważnego i zbliżenie się do własnych trudnych emocji na odległość wirtualnych milimetrów – po to, żeby je obejrzeć, oswoić, dopuścić do siebie i przygarnąć do serca jak odepchnięte dzieci. I żeby zobaczyć że to część nas samych, że nosimy je w sobie od dawna i że zaakceptowane zaczynają mówić innym głosem. Wtedy jest możliwe poznanie ich prawdziwej natury, wtedy człowiek rośnie i zaczyna doceniać bogactwo świata. Bywa, że efekty jednej sesji odkrywa się przez lata. Coś w nas dojrzewa, a doświadczenia z regresji pomagają nadać temu kształt, nazwać, skonkretyzować.
Terapia grupowa czy indywidualne wizyty u psychologa również pozwalają na to do pewnego stopnia.
Regresja jest wolna od moralności narzucanej z zewnątrz i opartej na pojęciach nagrody i kary. Człowiek, który niczego w sobie nie odrzuca ma naprawdę wolny wybór.